Tłumacz może wykonywać swoją pracę, obierając różne strategie przekładu. Jednym z dylematów jest wybór pomiędzy egzotyzacją a domestykacją. Co oznaczają te dwa terminy w kontekście pracy tłumacza?
Tło historyczne
Dwa tytułowe terminy były znane na początku jako alienacja i naturalizacja. Po raz pierwszy posłużył się nimi Friedrich Schleiermacher, będący XIX-wiecznym teoretykiem i historykiem tłumaczeń. Alienacja przerodziła się potem w egzotyzację, zaś naturalizacja stała się domestykacją pod wpływem innego specjalisty – tym razem był to Lawrence Venuti. Po raz pierwszy zastosował on te pojęcia w wydanej w 1995 roku książce pod tytułem „The Translator’s Invisiblity – The History of Translation”.
Czym jest egzotyzacja?
Egzotyzacja to taka strategia tłumaczenia, w której tłumacz zachowuje wszelkie właściwe dla danej kultury terminy. Przekład w możliwie największym stopniu przypomina oryginał – osoba pracująca nad tekstem zachowuje nazwy własne bądź stosuje formy zbliżone do tych, jakie znane są w oryginale. Jednocześnie tłumacz podkreśla różnice pomiędzy tekstem oryginalnym a tłumaczeniem. Egzotyzacja sprawia, że ostatecznie przekład jest znacznie bliższy wersji oryginalnej, jednocześnie wymaga od czytelnika większego wysiłku w kwestii zrozumienia przekładu. To właśnie ta strategia tłumaczeniowa posiada więcej zwolenników.
Czym jest domestykacja?
Poprzez domestykację, czyli inaczej udomowienie, tłumacz stara się możliwie najlepiej przybliżyć dane dzieło czytelnikowi. Ważny jest więc tutaj kontekst przekładu, a nie tekstu w oryginale. W ten sposób tekst jest upraszczany, nazwy własne podlegają tłumaczeniu, natomiast bardziej skomplikowane terminy posiadają wytłumaczenie. Jednocześnie czytelnik powinien mieć wrażenie, jakby czytał oryginał. Przykładem udomowienia było tłumaczenie tekstów biblijnych na język eskimoski. Zamiast określenia „Baranek Boży” w tekście użyto zwrotu „Foka Boża”, jako że Eskimosi nie znają zwierząt takich jak barany.
